Tydzień na ocknięcie potrzebowała prokuratura, by wyjaśnić, jak prowadzono postępowanie wobec 40-letniego żołnierza. Za potrącenie 14-latki w Rzeszowie dostał tylko grzywnę.
Tą sprawą od tygodnia żyją ogólnopolskie media. Nagłośnił ją 26 marca portal bprd24.pl, który zajmuje się bezpieczeństwem na drogach. Swój tekst zatytułował: „Zmiótł dziecko z pasów. Policjanci kłamali, że wbiegło. Sąd dał kierowcy tylko grzywnę”.
Pretekst do takiej narracji, zresztą jak się okazuje – fałszywej, dał Dariusz Stec, ojciec poszkodowanej w wypadku 14-latki. Dwa dni wcześniej, 24 marca, zamieścił w mediach społecznościowych, nagranie ze zdarzenia. Jest szokujące.
Pan Dariusz nagranie opatrzył komentarzem: „Wymiar sprawiedliwości chyba ma problem w ocenie sprawy!!!!!”.
Kierowca nawet nie zwolnił
Z pewnością, bo to co widać na nagraniu, rzeczywiście szokuje. Nagranie nie pozostawia żadnych wątpliwości, w jakich okolicznościach córka pana Dariusza została potrącona. Kierowca czarnego volkswagena passata na pełnej szybkości wjeżdża w nastolatkę.
Do wypadku doszło 18 grudnia 2023 roku w Rzeszowie, na skrzyżowaniu ulic Rzecha i Załęskiej, kilka minut przed godz. 6:00 rano. Na skrzyżowaniu jest sygnalizacja świetlna. Obowiązuje tam ograniczenie prędkości do 30 km/h, bo w pobliżu jest przejazd kolejowy.
Na nagraniu widać, jak dziewczynka pokonuje pierwsze przejście, wchodzi na drugie. Jest już połowie drogi. W tym momencie wjeżdża w nią z całym impetem kierowca volkswagena. Zatrzymuje się dopiero po ponad 100 metrach za przejściem.
14-latka po wypadku miała złamany kręgosłup, kość piszczelową i ramienną, obojczyk, miednicę, doznała także wstrząśnienia mózgu, chodziła o kulach, w szpitalu spędziła dwa miesiące, do tej pory nosi druty. – Cud, że przeżyła – twierdzi dziś Dariusz Stec, ojciec nastolatki.
Kto jest chłopcem do bicia?
Jak się okazało, za kierownicą VW siedział 40-letni Daniel O., czynny żołnierz Wojska Polskiego. 6 marca br. sędzia Anna Zięba z Sądu Rejonowego w Rzeszowie ukarała go za potrącenie nastolatki tylko grzywną w wysokości 6000 zł, ma też zapłacić dziewczynce 5000 zł zadośćuczynienia.
Do tego sędzia doliczyła żołnierzowi zwrot kosztów postępowania w wysokości ponad 6300 zł. Wyrok zapadł w trybie nakazowym, a więc będzie udziału stron. Sąd nie informuje o terminie posiedzenia. Werdykt wysyła pocztą. Można go zaskarżyć w ciągu 14 dni.
I o tym wyroku nakazowym jest teraz głośno. Padają sugestie, że stosunkowo łagodny wyrok Dariusz O. zawdzięcza swojej pozycji zawodowej. Tę narrację wzmacnia fakt, że ma żonę-policjantkę. O zarzuty kumoterstwa i braku bezstronności w takiej sytuacji nie trudno.
„Chłopcem do bicia” stała się rzeszowska policja, tylko dlatego, że jeden z funkcjonariuszy, który był na miejscu wypadku, napisał w notatce służbowej, że 14-latka została potrącona „poza przejściem, w miejscu niedozwolonym”, co jest ewidentną nieprawdą.
A więc – taka jest narracja – policjanci okłamali sąd, co doprowadziło do wymierzenia Danielowi O. kary niewspółmiernej do czynu.
Komendanci do dymisji
Pan Dariusz na łamach mediów mówi jeszcze, że o „kłamstwie” policjantów informował prokuraturę w Katowicach, ale ta podobno przestępstwa się nie dopatrzyła, uznała, że notatka służbowa policjantów nie jest… dokumentem.
W skrócie – organa ścigania roztoczyły nad Danielem O. parasol ochronny. Internet zapłonął. Rzeszowska policja od wielu dni jest bombardowana telefonami od ludzi z całej Polski i z zagranicy, by kierownictwo komendy miejskiej podało się do… dymisji.
– Zostaliśmy oszkalowani. Do ojca nastolatki nie mamy pretensji, rozumiemy emocje, natomiast publikacje w mediach były wymierzone w nas, choć tej sprawy nie prowadziliśmy. Tłumaczymy się, że nie jesteśmy wielbłądami – mówią nam rzeszowscy funkcjonariusze.
Ale internet nadal płonie: POLICJA UKRĘCA ŁEB SPRAWIE I OCHRANIA SPRAWCĘ! PROKURATURA GŁUCHA I ŚLEPA! SĘDZIA SKAZUJE SPRAWCĘ ZA PRÓBĘ ZABICIA DZIECKA NA GRZYWNĘ! – krzyczy Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.
Ten sam ośrodek złożył zawiadomienie do Prokuratury Krajowej. „(…) Będziemy domagali się postawienia przed sądem policjantów, prokuratorów i sędziów zamieszanych w tę sprawę” – zapowiada.
To nie sprawa policji
27 marca, czyli dzień po publikacji portalu bprd24.pl, która wywołała takie poruszenie, Komenda Miejska Policji w Rzeszowie oświadczyła, że notatkę służbową policjanci sporządzili na podstawie „oświadczenia kierowcy”.
„Należy zaznaczyć, że ustalenia zawarte w notatce z miejsca zdarzenia miały charakter wstępny i winne być zweryfikowane na późniejszym etapie prowadzonych czynności” – oświadczyła wtedy KMP w Rzeszowie.
Dodała jeszcze, że o wypadku powiadomiła Żandarmerię Wojskową w Rzeszowie, gdy się tylko dowiedziała, że brał w nim udział czynny żołnierz. Nagranie „niezwłocznie” zabezpieczono i przekazano do działu wojskowego Prokuratury Rejonowej dla miasta Rzeszów.
Do materiałów dołączono notatkę policjantów. Prokuratura wstępny materiał dowodowy miała 22 grudnia, czyli 4 dni po wypadku. Komenda twierdzi, że to nie jej policjanci prowadzili sprawę wypadku, to nie oni gromadzili dowody przeciwko żołnierzowi.
Prokuratura: kara zbyt łagodna
Jak nie policja, to kto? Żandarmeria Wojskowa. – O szczegóły dotyczące tego dochodzenia należy zwrócić się do Prokuratury Rejonowej dla Miasta Rzeszów – odsyła nas płk Artur Karpienko, szef oddziału komunikacji społecznej Komendy Głównej Żandarmerii Wojskowej.
Krzysztof Ciechanowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, która nadzoruje miejską prokuraturę, gdzie toczyło się postępowanie przeciwko żołnierzowi, przez wiele dni nie odbierał telefonu, nie oddzwaniał, nie odpowiadał na wiadomości.
Wreszcie 31 marca, pod naporem pytań, Ciechanowski zakomunikował, że prokuratura zapadły wyrok zaskarży. „Kara jest zbyt łagodna i niewspółmierna do stopnia winy oraz stopnia społecznej szkodliwości czynu przypisanego oskarżonemu” – twierdzi Ciechanowski.
Twierdzi też, że akt oskarżenia przeciwko Danielowi O. do sądu wysłano w listopadzie 2024 roku. Z racji tego, że sprawę rozpatrywano w trybie nakazowym, prokurator nie mógł rzekomo złożyć żadnych wniosków. Chciał dla żołnierza zakazu prowadzenia samochodu, czego sąd nie orzekł.
Czy sędzia widziała nagranie?
Pytamy więc sąd, dlaczego Danielowi O. wymierzono tak łagodną karę za ewidentne nieustąpienie pierwszeństwa, a w konsekwencji potrącenie 14-latki. Sędzia Tomasz Mucha, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie, ma trochę związane ręce, bo wyrok nakazowy nie jest uzasadniany.
Nie sposób teraz stwierdzić, czy sędzia Anna Zięba, przed wyrokiem nakazowym, a mając nagranie z wypadku, je widziała. – Z pewnością sąd, przed wydaniem wyroku nakazowego, winien zapoznać się ze wszystkimi dowodami wraz z aktem oskarżenia – wyjaśnia sędzia Tomasz Mucha
Tłumaczy, że wyrok nakazowy sąd wydaje, gdy „okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości”. Sąd musiał też stwierdzić, że przeprowadzenie rozprawy nie jest konieczne, bo kara dla Daniela O. za taki czyn nie przekroczyłaby roku pozbawienia wolności.
– W tej sytuacji wystarczające jest wymierzenie kary łagodniejszego rodzaju – w tym przypadku grzywny – sędzia Mucha swoje twierdzenia uzasadnia treściami art. 500 Kodeksu postępowania karnego oraz art. 37a Kodeksu karnego, które przytoczono w wyroku nakazowym.
Bo policjant był zbyt miły
Wniesienie sprzeciwu wobec wyroku dla Daniela O. oznacza, że traci on swoją moc, a żołnierz będzie sądzony na rozprawie z udziałem wszystkich stron. W składzie sędziowskim nie będzie już sędzi Anny Zięby, która żołnierza ukarała grzywną.
Wyrok nakazowy zaskarży nie tylko prokuratura, ale również Dariusz Stec. W poniedziałek, 31 marca, w programie „Uwaga!” w TVN poskarżył się jeszcze, że o wypadku córki dowiedział się od policjanta „z miłym głosem”.
– A co policjant miał zrobić? Krzyczeć? – dziwią się rzeszowscy funkcjonariusze. – Przekazanie osobie trzeciej informacji o wypadku musi się odbywać w pełnym spokoju. To elementarz naszej pracy. Nigdy nie wiemy, kto i jak zareaguje, gdzie w danym momencie jest – dodają.